Przejdź do treści

Potrzeba całej wioski

Jest takie przysłowie, podobno afrykańskie, o którym to fakcie dowiedziałam się niedawno, ale nieważne. Przysłowia są mądrością narodów i coś w tym jest.

“Do wychowania dziecka potrzeba całej wioski”.

No właśnie. Całej społeczności w której się żyje. Idealny model rodziny obecnie to dwoje rodziców i dwoje dzieci. Bo niby na więcej nie ma się czasu, pieniędzy, energii. Nie będę dyskutować z modelami. Są jakie są, potem są inne i też się w nie wierzy. Mogę za to podyskutować sobie z faktem, że ten model nigdy właściwie nie istniał w historii a ludzie jakoś sobie radzili. Razem. Sąsiad sąsiadowi pomagał, dzieci z dzielnicy bawiły się razem, razem chodziły do szkoły, odwiedzały się nawzajem i ogólnie naprawdę dziecko wychowywały z rodzicami babcie, dziadkowie, pomocne sąsiadki i rodzice kolegów.

Razem jesteśmy ściśnięci na tej planecie i jak na razie nie ma od tego ucieczki. To, jak traktujemy siebie nawzajem w mikro czy makrospołecznościach wpływa na naszą jakość życia jako jednostek, choć ostatnio jakoś nikt tego zdaje się nie zauważać.

Nasz obecny świat jest bardzo mocno nastawiony na indywidualizm. Być może jest to reakcja na setki lat ludzkości która żyła dla “ojczyzny”, “króla”, “narodu”, “religii”. Odbija to się obecnie czkawką w postaci “ja jestem najważniejszy/najważniejsza i tylko ja”. Zadbaj o siebie, myśl przede wszystkim o sobie, inni o siebie zadbają a przynajmniej powinni.

Obecny kapitalizm, konsumpcjonizm zachęca do takiego zachowania wszystkimi swoimi kopytami. Zarabiaj, konsumuj, zabawiaj się. Myśl o sobie bo to TY jesteś ważny. Zatroszcz się o siebie bo nikt tego za ciebie nie zrobi.

Te wszystkie njuejdżowe frazesy, które łatwo i przyjemnie się łyka. To wtłaczanie ludziom że wszechświat odpowiada na naszą energię, nastawienie, myśli i że to tylko my jesteśmy odpowiedzialni za to, co nas spotyka. Nie myśl o innych, to ich obowiązkiem jest zadbanie o siebie. Ludzie chyba nie zdają sobie sprawę, jaką presję i odpowiedzialność na siebie nakładają.

Obecny świat przegiął za bardzo w stronę indywidualizmu i to jest tak samo szkodliwe jak zrzucanie całej odpowiedzialności za swoje życie na Boga, przeznaczenie lub ślepy los.

Branie wyłącznej odpowiedzialności za swój świat to również miecz obosieczny. Skupianie się na sobie sprawia bowiem, że tracimy z oczu społeczeństwo. Przestajemy sobie zadawać pytanie, czy przypadkiem za problemy które mnie dotykają, nie odpowiada ktoś inny, czy przypadkiem coś jest nie tak w społeczności w której żyję.

Przeszłe pokolenia miały silniejsze związki z ludźmi z otoczenia. Śmiem sądzić, że ta przysłowiowa wścibska sąsiadka potrafiła zadbać o dom sąsiada o wiele lepiej niż najczulsza kamera umieszczona na posesji. To tak tępione obecnie zachowywanie się tak a nie inaczej bo “co ludzie powiedzą” miało swoją logikę i sens. Społeczna regulacja właściwych i niewłaściwych zachowań jednostki.

Ta siatka bezpieczeństwa która otaczała ludzi obecnie jest poszarpana jak nigdy wcześniej. Niby mamy wszystko, a jednocześnie nie mamy nic. Ludzie czują się coraz bardziej samotni, zmęczeni, smutni, niezrozumiani. Te protezy bliskości w postaci dobrodziejstw internetu, pełnych półek sklepowych i wygodnych domów okazują się niewystarczające.

Ludzie chcąc coraz więcej, mają coraz mniej.

A dzieci są nadal wychowywane przez wioski. Pytanie, czy to w takich wioskach chcemy wychowywać swoje dzieci?